Phage Tapes – nowości

Dobra wiadomość dla osób zainteresowanych twórczością francuskiego Tourette – niezawodne wydawnictwo Phage Tapes wypuściło CD zawierające starsze nagrania tego projektu. Płyta pod tytułem (uwaga): “Brule Mon Ame, Broie Mon Corps; Remodele-Moi A L’image D’un Chien” zawiera niestety tylko 2 utwory, trwające łącznie 30 minut. Tourette nigdy nie należał do szczególnie produktywnych wykonawców.

Album można zamówić od wydawcy w cenie 10$: phagetapes@yahoo.com

Sample: http://phagetapes.blogspot.com/p/sound-samples.html

10.05.2012, Łódź – Niebezpieczne Związki 2 @ Dom

10.05.2012 / ŁÓDŹ / DOM
NIEBEZPIECZNE ZWIĄZKI/LIAISONS DANGEREUSES #2
NOISE/MUZAK


CONCERN (Drone, USA)

Istniejący od 2004 roku solowy projekt Gordona Ashwortha. Jego muzyka jest efektem manipulacji elektroakustycznych, hiperbolizacji harmonicznego rezonansu, field recordings, eksperymentów na taśmach – wszystko zespolone w kolażowych formach dźwiękowych. Brzmienie CONCERN to przeplecione w ruchu obecności nabrzmiewających monumentalnie harmonii i niepostrzeżenie wyłaniającego się rozkładu. Jako CONCERN Ashworth wydał dwie płyty, koncertował w USA, Europie, Japonii, Australii i Nowej Zelandii. Jego inne wcielenia twórcze to min. Oscillating Innards, CAEN, Knelt Rote, Black Air, Vile Horrendous Aerial Bombardment.
http://forcedbloom.com/concern.htm

MATAR DOLORES (Drone/noise, Włochy)

Muzyczna kolaboracja Francesco Tignola i Giuseppe Esposito. Aktywni artystycznie w Naples na południu Włoch. W swojej muzyce wykorzystują zakomponowane rygorystycznie field recordings, zaskakują publikę masywnością brzmienia, dynamizowanego przez nieoczekiwane dźwiękowe kontrapunkty. MATAR DOLORES współpracuje z włoską niezależną wytwórnią Joy De Vivre , gdzie niedługo ukaże się ich materiał dystrybuowany na taśmie. Album dedykowany jest Karlowi Polanyi.
http://www.joydevivre.it/
http://soundcloud.com/matar-dolores

MAAAA (Harsh noise, Rosja/Polska)
Wściekły jak diabli surowy noise z lasu Kabackiego.
Burza potępienia, clash’n'clank metalu, szokujący róg śmierci, krwawy hałas dla nihilistów. Istniejący od 2003 roku projekt dźwiękowy, badający wytrzymałość i reaktywność publiki.
http://www.maaaa.org/

NYCTALOPS (Harsh noise, Rosja)

Nowa szkoła rosyjskiego harsh noise z odległej, fabrycznej rosyjskiej mieściny – Andrejewki. Rój metalicznych szarańczy przemierzających przerdzewiałą plątaninę kabli. Pierwsza wizyta w Polsce.
http://soundcloud.com/nyctalops

EVENING WITH DEAF (Ambient/noise, Polska)
Projekt Evening With Deaf powstał z inspiracji eksperymentami dźwiękowymi w obrębie szeroko pojętej awangardy i bardziej poszukujących prądów muzyki popularnej. Bazuje na emocjach i zakorzenionych w rytmie pierwotnych intuicji muzycznych.
Jest próbą połączenia tradycji eksperymentalnej z energią gatunków, w których istotny jest rytm. Poszukuje motoryki lecz nie koncentruje się na strukturach rytmicznych. Podstawą tych działań jest improwizacja i nieskrępowane eksperymentowanie z dźwiękiem.
http://eveningwithdeaf.art.pl/

DJ’S
WIKTOR SKOK (jude)
MACIEJ OŻÓG (nonstate)

WIZJE
Urszula Wiśniewska
http://urszulawisniewska.com/

TOSHIO MATSUMOTO/remixed

FACEBOOK http://www.facebook.com/events/336783769719819/

Make Some Noise – relacja

Trudno jest zacząć relację z koncertu, w którym brało się udział w charakterze gościa, wykonawcy i współorganizatora jednocześnie. Należałoby wybrać jakiś punkt widzenia a przy tym zachować jakieś pozory obiektywizmu. Zobaczymy czy się uda.

Przede wszystkim opis miejsca. Bejzment znajduje się w miejscowości Błonie – jest to klimatyczne miasteczko mieszczące się około 30 km na zachód od Warszawy, które z każdej strony cieszy ładnymi widokami. Sam budynek w którym odbywają się koncerty to coś na kształt squatu – są pomieszczenia sypialne, pokój imprezowy, sala koncertowa i tzw. rupieciarnia, czyli schowek na sprzęt. Dodatkowo, jeden z pokoi pełni funkcję małej sali kinowej (robi wrażenie). Obok Bejzmentu jest miejsce ogniskowe, które oczywiście zostało odpowiednio wykorzystane. Sala koncertowa jest niewielka, ale odpowiednia by pomieścić odpowiednią ilość osób (zresztą sami wykonawcy przebywając w niej robili momentami tłok).

Organizacja imprezy i kontakty na linii główny organizator-wykonawcy-widzowie są bezpośrednie i czysto koleżeńskie, dzięki czemu na miejscu panuje klimat luźnej imprezy a nie pompatycznego, artystycznego wydarzenia. Przywodzi to trochę na myśl koncerty z serii Bez Kontroli/Defibrylator odbywające się w Antoninie. Bardzo mi to pasuje.

Trudno mi oceniać dobór wykonawców, gdyż byłem współodpowiedzialny za stworzenie ich listy. Zabrakło na pewno głównej reprezentacji Wrocławia (Vilgoć) i paru innych projektów, ale będzie okazja do ich zaproszenia podczas kolejnej edycji. Nie obeszło się niestety bez zamieszania osobowego – dwa dni przed koncertem ze składu wypadły trzy zespoły – ARRM (na który szczególnie liczyłem), Thaw oraz HUN. Lukę po HUN wypełnił solowy występ Łukasza Ciszaka, a braki po ARRM i Thaw załatano spontaniczną kolaboracją Sleep Sessions oraz Ironlung. Ze względu na niskie zainteresowanie, nie odbyła się zapowiadana prezentacja filmów.

Frekwencja dopisała, jednak ze względu na charakter miejsca oraz pewnie i oczekiwania stałych bywalców Bejzmentu, sala koncertowa przez większość czasu wypełniona była w około 60 procentach. Ludzie pojawiali się, słuchali i znikali po to, by podczas występu kolejnego wykonawcy znowu wpaść na krótszy bądź dłuższy czas. Mimo to, imprezę odwiedziło sporo osób – na pewno więcej niż pewna stała średnia której można się spodziewać po tego typu wydarzeniach.

Piątek

Występy podzielone były mniej-więcej po równo na dwa dni. W piątek imprezę otworzył koncert SQ7RO. Krzysztof dysponował bogatym zestawem efektów, syntezatorem modularnym i innymi urządzeniami, które ukrył gdzieś pod stołem. Brzmieniowo, występ był niezły ze względu na zróżnicowane dźwięki (dużo się działo), jednak miałem dwa zastrzeżenia. Przede wszystkim brakowało mi operowania kontrastami i nieco ciekawszej kompozycji. Mając do dyspozycji tak bogate instrumentarium można sobie pozwolić na wiele i dozować pewne elementy w odpowiednich dawkach zamiast atakować słuchaczy burzą różnorakich, nieco bezładnych dźwięków. Drugie zastrzeżenie to długość występu – po pewnym czasie, przedłużające się prezentowanie możliwości elektroniki zaczęło nieco nużyć.

Jako drugi, na scenie pojawił się Ironlung. Jest to jeden z wykonawców, których darzę dużym sentymentem, głównie ze względu na kilka dobrych nagrań, które ukazały się kilka lat temu w świętej pamięci net-labelu Far From Showbiz. Jego występ, podczas którego stał tyłem do publiki operując laptopem, był klimatyczny i monumentalny, nie przypominał karkołomnych, glitchowo-noisowych ewolucji, za które szczególnie cenię ten projekt. Przesterowana masa dźwięku, którą Jakub zalał Bejzment wprowadziła słuchaczy w trans. Trudno mi jednoznacznie ocenić ten występ. Z jednej strony nie było źle, ale spodziewałem się znacznie więcej. Inne koncerty Ironlung, które miałem okazję widzieć były ciekawsze.

Trzeci w kolejności był Self-Inflicted Violence, który z biegiem czasu stopniowo podnosi poprzeczkę zarówno sobie jak i innym wykonawcom. Tomasz rozłożył setup na podłodze, ukrywając się za stołem. Zaatakował ostrym, dynamicznym harsh noise w moim ulubionym stylu, wkraczając w rejony cut-up. Szybkie i precyzyjne zmiany tekstur brzmieniowych robiły wrażenie i uwalniały pokłady energii. Naprawdę dobry koncert, byłem pod dużym wrażeniem.

Reprezentant Zielonej Góry – No.Thing – pierwsze wrażenie zrobił, kiedy rozstawił setup będący mokrym snem wielu pozostałych twórców noise. W moim odczuciu, ten projekt także stopniowo podnosi poziom swoich koncertów, krystalizując jednocześnie swój charakterystyczny styl. Paleta użytych dźwięków była bogata podobnie jak w przypadku SQ7RO, ale w tym przypadku dochodziło do bardzo szybkich i dynamicznych przejść pomiędzy kolejnymi elementami kompozycji. Kilka nagłych zwrotów akcji sprawiło, że energia koncertu rosła z każdą minutą. Rzut oka na publikę i widać było, że kilka osób z aprobatą przytupywało. Bardzo dobry występ, byłem pod dużym wrażeniem.

Kolejnym projektem było Sleep Sessions, wobec czego opis sobie odpuszczę. Grało się bardzo dobrze.

Jako szósty, dowodzenie objął Synapsis. Spodziewałem się bardziej stonowanego koncertu, utrzymanego w klimacie płyty Materia, jednak Dawid Chrapla poszedł o krok dalej. Nie oszczędzał industrialnych brzmień wchodzących momentami na rejony noise. Koncert na pewno udany i zajmujący, chociaż jego końcówkę spędziłem już na zewnątrz – potrzebowałem chwili odpoczynku.
W piątek imprezę (pod względem muzycznym) zamknęli Anus Magulo. Ich koncert słyszałem tylko przez ściany budynku, w środku byłem tylko przez kilka minut gdyż wraz z wesołą ekipą lokalnych prawicowców zajmowałem się odpalaniem ogniska. Z tego co słyszałem wnioskuję, że koncert był bardzo dobry. Zresztą, jeżeli się nie mylę to część tego zespołu uczestniczyła w koncertach noisowych w charakterze publiki.

Pierwszy dzień imprezy zakończył się około 2-3 w nocy (dla niektórych znacznie wcześniej), podczas rytualnych obchodów święta noise przy ognisku.

Sobota

Większą część dnia spędziliśmy integrując się podczas siedzenia na wygodnych kanapach w Bejzmencie. Pogoda była nieprzewidywalna, podobnie jak tematy toczących się rozmów a pomieszczenia wypełniał ogólnie wesoły nastrój. Około 18 zaczęli się zjeżdżać wykonawcy, zaś sama impreza rozpoczęła się z ponad godzinnym poślizgiem – ok. 20:15 zamiast planowanej 19:00. Tego dnia występy otworzył Bartek Kalinka, czyli XV Parówek. Jak zwykle w przypadku tego wykonawcy, trudno mieć nieokreślony stosunek. Albo się podoba, albo nie – trudno przejść obok jego twórczości obojętnie. Ten koncert nie był wyjątkiem – surowe, proste, szorstkie, improwizowane zagrania na syntezatorze modularnym stanowiły wyzwanie dla słuchacza. Osobiście znajduję się w grupie fanów twórczości XVP i estetyka jego nagrań jest dla mnie interesująca i wciągająca. Koncert uważam za udany – brzmienie było typowo parówkowe.

Sporą część kolejnego wykonawcy – Łukasza Ciszaka – spędziłem załatwiając sprawy organizacyjne i przebywając w wielu miejscach na raz. Dzięki nagraniom mogłem na spokojnie odtworzyć sobie cały jego występ i uważam go za bardzo udany. Uważam Łukasza za twórcę, który jest sprawnym instrumentalistą i posiada instynkt artystyczny, który udowania zarówno podczas solowych występów, jak i koncertów z zespołem HUN. Koncert duetu Kalinka+Chrapla trudno oceniać poważnie. Pół setu obejmowało próby uruchomienia sprzętu, zaś reszta to komedia w wykonaniu twórców jak i publiki. Było wesoło.

Drugi duet występujący tego dnia to Sleep Sessions oraz Ironlung, roboczo ochrzczony mianem 666 Cut-up Soundsystem. Trudno mi go oceniać, była to improwizacja. Wnioskując po opiniach słuchaczy – udana.

Po krótkiej przerwie, którą można było przeznaczyć na oglądnie/kupowanie płyt na improwizowanym stoisku handlowym, scenę objęli Evening With Deaf. Tym razem występ był bardziej stonowany niż zwykle, duet podążył w kierunku bardziej eksperymentalnym, dopiero pod koniec dodając mocy do brzmienia. Nie było to brzmienie tego projektu do którego byłem przyzwyczajony i trudno mi jednoznacznie ocenić ten występ. Eksperymenty zawsze są mile widziane, ale poprzednimi razy było lepiej.

Wieczór zamknęła ekipa Łeb Prosiaka. Niestety w tym samym czasie musiałem się ewakuować do Warszawy i ich koncert widziałem tylko na ekranie laptopa.

Reasumując – imprezę uważam za bardzo udaną, szczególnie pod względem towarzyskim. Frekwencja również dopisała i chyba nikt nie może być zawiedziony w tym aspekcie. Za rok planowana jest powtórka – tym razem trzydniowa. Myślę, że warto zaplanować przyjazd.